Nietzsche-blog.pl

Blog ateisty o stawaniu się lepszym człowiekiem

Dla nieuleczalnie chorych nie należy być lekarzem.

W menu Rozwój osobisty

Jak nawiązać i utrzymać kontakt z drugim człowiekiem

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Jak rozmawiać z ludźmi?

i nawet teraz dodałem obrazek. jak tak dalej pójdzie to zacznę zamieszczać reklamy heheh

Post będzie prosty, prosty jest bowiem temat – jak nawiązać i podtrzymać kontakt z drugim człowiekiem. Jeśli jesteś jedną z tych charyzmatycznych osób, które dookoła mają jedynie przyjaciół i potrafią odnaleźć się w każdej rozmowie nie czytaj dalej – to nie dla Ciebie. Jeśli jednak tak jak ja 80% swojego czasu spędzasz z maszynami czasem cześć wiedzy oczywistej dla większości społeczeństwa to dla Ciebie (i dla mnie) czarną magia, której autentycznie trzeba się uczyć. Smutne - ale prawdziwe. Kto wie, być może temat nie jest tak oczywisty jak mi się wydaje. Ocenisz sam/a.

Ot, weźmy częstą sytuację, gdy spotykamy kogoś na metrze, w szkole, w pracy, w autobusie. Znamy twarz, parokrotnie mimo iż widzieliśmy się już parę razy, nie wiemy o nim/niej nic, mimo to w jakiś niewyjaśniony sposób nawiązuje się rozmowa. I tu klops, straszna konsternacja. Czasem lepiej byłby siedzieć w ciszy niż pieprzyć głupoty do ludzi, których wcale nie ma ochoty się słuchać. Stereotyp za stereotypem, praca, szkoła, miasto, pogoda – ludzie rozpaczliwie szukają tematów byle tylko nie zamykać ust i nie wyjść na totalnego odludka – chyba głównie przed samym sobą. Wreszcie nadchodzi czas odetchnienia - rozmowa się kończy. Zostaje po niej dokładnie nic, poza tym, że teraz być może znamy imię osoby, z którą rozmawialiśmy. Wbrew pozorom dość częsta sytuacja. Nie musi tak jednak być. Nawet paru minutowa rozmowa może być odkrywcza, a najbardziej niepozorni ludzie mogą zaskoczyć nas swoimi pasjami i głębią przemyśleń. Tylko jak do tego dotrzeć? Jak pytać by wybić się z szyn stereotypowej gadki o niczym i naprawdę dowiedzieć się czegoś o człowieku?

Magicznej recepty nie ma, ale jest parę sprawdzonych sposobów, które mogą pomóc:

Po pierwsze trzeba tego chcieć i naprawdę słuchać, a nie tylko słyszeć. Gdy słuchamy z dużą uwagą i zaciekawieniem rozmówca zawsze to widzi i pobudza się w ten sposób do dalszej rozmowy. Uwaga to wyraz szacunku dla rozmówcy.

Po drugie nie przerywamy rozmówcy, niby to takie oczywiste a zwróć uwagę na swoje rozmowy z ludźmi. Zdziwisz się jak często ludzie sobie przerywają w połowie zdanie. Najczęściej chcemy coś powiedzieć znacznie bardziej niż coś zrozumieć/usłyszeć.

Po trzecie nie krytykujemy. Jeśli się nie zgadamy – zadawajmy pytania, próbujemy zrozumieć. Otwarta krytyka jedynie zraża ludzi. Nie namawiam tu do bycia dwulicowym, a jedynie do omijania tematów, w których konflikt jest nieunikniony. Konflikt prowadzi jedynie do dalszego konfliktu, w większości kwestii zapalnych jak religia czy polityka przekonanie rozmówcy do czegokolwiek graniczy z niemożliwością  :D

Po czwarte, nie próbujmy być ekspertami w tematach, o których nie mamy pojęcia. Tak to już jest, że ludzie mają bardzo różne zainteresowania i w nowym środowisku bardzo często zetniemy się z rzeczami zupełnie nowymi. W takiej sytuacji najgorszym wyjściem jest udawanie eksperta i próby błyśnięcia bardzo fragmentaryczną wiedzą – można co najwyżej wyjść na idiotę. Rozwiązaniem alternatywnym jest milczenie – tyle, że to do niczego nie prowadzi. Najlepszym zachowaniem w takiej jest docenić wiedzę naszych rozmówców i pytać. Np. „widzę, że świetnie się na tym znasz, ja w temacie jestem nowy/a, ale bardzo mnie to interesuje, czy mógłbyś/ mogłabyś powiedzieć coś więcej o….”. Ot gotowa magiczna formuła – ludzie lubią mówić o tym co ich interesuje jeśli wiedzą, że naprawdę się ich słucha.

Po piąte zadajmy właściwe pytania. Jest parę takich uniwersalnych pytań, których warto nauczyć się na pamięć, bo pozwalają przekroczyć tą magiczną granicę między gadką szmatką, a prawdziwą rozmową.  Naprawdę nawet proste pytania potrafią uratować denną rozmowę, w której obie strony wydają się mówić na siłę. Moja ulubione to:

 

  • Przepraszam, wyleciało mi z głowy Twoje imię/skad się znamy?  Mam strasznie słabą pamięć do takich rzeczy. Czy mógłbyś/mogłabyś mi przypomnieć? - To naprawdę działa. Ludzie wcale nie poczują się urażeni - wbrew przeciwnie - to że pytamy o imię rozmówcy i potem zwracamy się do niego po imieniu wyraża jedynie szacunek. Świetny start. Alternatywnie aby zacząć rozmowe "Przepraszam, wiem że znamy sie z... ale totalnie zapomnaiłem jak masz na imię... czy mogłabyś/mógłbyś mi przypomnieć"
  • Co robisz, kiedy się nie uczysz/nie pracujesz? – świetne zejście z formalnej sztywnej gadki. Zwykle pierwsza odpowiedź na to pytanie jest płytka i na odczep dlatego można dopytać drugim bardziej bezpośrednim pytaniem.
  • Czy masz jakieś hobby? Jakie? Gdzie ćwiczysz? Co zbierasz? – Kawałek po kawałku, każdy coś robi po szkole/pracy, każdy coś lubi, czymś się zajmuje. Trzeba tylko pytać i pokazać, że chce się słuchać.
  • Czy masz rodzeństwo? W jakim wieku?. - Rodzina, temat bez dna. Świetne zejście na kwestie jeszcze mniej formalne.
  • Jak trafiłeś do…. (szkoły X, pracy X, itd) - ludzie strasznie lubią opowiadać o swoich sukcesach. Wystarczy dać im szanse i potem dopytywać o szczegóły. To strasznie podnosi ego rozmówcy. Paradoksalnie odniesiemy znacznie lepszy efekty z zaciekawieniem wypytując o życiowe wzloty osoby, z którą rozmawiamy niż chwaląc się swoimi sukcesami - nawet gdyby były nieporównywalnie większe. Ludzie po prostu chcą czuć się ważni, a mówienie o swoich sukcesach daje im  to poczucie.

 

Dobre rozegranie tych paru prostych pytań naprawdę robi różnicę i pozwala w relatywnie krótkim czasie zorientować się czy warto z daną osobą utrzymywać kontakty.

I jeszcze jedno.  Cos, o czym może powinienem napisać na początku. Bądź sobą. Nie staraj się udawać – ludzie to wyczują. Każdy typ osobowości może być charyzmatyczny na swój unikalny sposób, to po prostu trzeba wypracować. Nie bądź miły na siłę – nie warto, chodzi jedynie o to, aby nie przeoczyć diamentów wokół nas.

 

 

Control the controlables – czyli w jaki sposób nie stracić gruntu pod nogami?

Email Drukuj PDF

 

Control the controlables – czyli w jaki sposób nie stracić gruntu pod nogami?

Control the controlables – usłyszałem kiedyś na kursie sprzedaży. Zabawne, że zdanie to jest tak bardzo uniwersalne i trafne a, zarazem tak rzadko stosujemy tą zasadę w sowim życiu.

Na kursie sprzedaży, chciano nam w ten sposób przekazać prostą prawdę. Nie masz wpływu na to czy za kolejnymi drzwiami ktoś się na Ciebie nie wydrze lub okłamie, nie masz wpływu na to ile razy zatrzasną Ci drzwi przed nosem, nie masz wpływu na złą pogodę itd. Masz jednak wpływ na to, ile osób danego dnia odwiedzisz - a jeśli odwiedzisz 100 osób, co najmniej jedna na pewno od Ciebie kupi. Tak działa prawo dużych liczb i prawdopodobieństwo. Nic prostszego jak próbować do skutku i nie zrażać się porażkami, kiedyś musi się udać. Ta sama zasada stosuje się we wszystkich sferach życia, od biznesu po relację damsko-męskie. Magiczny przepis na sukces 90% determinacji 5% szczęścia i 5% geniuszu.

O tym wiemy wszyscy, choć jak już pisałem nie koniecznie stosujemy w swoim życiu. Strach przed porażką potrafi zmusić ego do wyszukania sobie najbardziej realistycznych wymówek by tylko nie zaryzykować utraty status quo. Znam na to 2 sposoby:

- pierwszy to zadanie sobie samemu pytania, co mogę stracić jeśli zaryzykuje i w jaki sposób i jakim kosztem będę w stanie odbudować swoją pozycję? Najczęściej okazuje się, że strach ma jedynie wielkie oczy.

- drugi polega na świadomym wychodzeniu ze swojej strefy komfortu. Strach mija kiedy zacznie się coś robić – to zawsze działa.

I tak mój przydługi wstęp przerodził się w post, tymczasem siadając do klawiatury moją intencją było napisać o czymś zupełnie innym. Przeczytałem niedawno post na forum goldenline: http://www.goldenline.pl/forum/1981582/nie-wi. Współczuje autorce po pierwsze z powodu niepokoju, w jakim się znajduje po drugie, ponieważ szukając poważnej porady u przypadkowych ludzi zmuszona będzie przeczytać ogromną ilość bzdur, które to „domorośli eksperci” będą jej sugerować. Puste banały – wyjdź do ludzi, znajdź przyjaciół, bądź szczęśliwa. Gdyby to było takie łatwe ;). Zastanowiłam się czy byłbym jej w stanie coś doradzić i jedyne co przyszło mi do głowy, oprócz oczywistej potrzeby pracy nad sobą pod okiem psychologa, jest właśnie zasada od której zacząłem ten artykuł „Control the controlables”. O ile zastosowanie jej w płaszczyźnie fizycznej jest bardzo proste i niejako oczywiste o tyle przełożenie na płaszczyznę emocjonalną wymaga trochę więcej wysiłku – daje jednak równie ciekawe rezultaty.

Jak to działa?

Kiedy zamartwiasz się czymś na co nie masz wpływu postaraj się powiązać tą czynność z jej przyczynami a następnie zastanów się w jaki sposób jesteś w stanie wpływać na przyczyny. Control the controlables. Gdy tylko zaczniesz działać strach znika. W jaki sposób zastosować do do naszej autorki? Otóż piszę ona że chciała by coś robić ale nie ma pojęcia co? Znajdźmy zatem przyczynę – dlaczego nie wie co? Ponieważ niczego nie próbowała? W jaki sposób na nią wpłynąć – spróbować, raz, drugi, trzeci. Jeśli boisz się wyrzucić się na głębokie wody może i słusznie - zacznij od brodzika. Na darmowe praktyki łatwo się dostać, organizację pożytku publicznego z otwartymi rękami przyjmują wolontariuszy możliwości jest bardzo wiele, chodzi tylko o to, aby spróbować, tymczasem, gdy się nad tym zastanowić i zadać sobie pytanie, co mogę stracić okazuje się, że zupełnie nic. Proponuje z góry założyć, że w żadnym z miejsc nie spędzi się dłużej niż 3 miesiące. Po roku takiej zabawy problem dezorientacji zawodowej po prostu musi zniknąć.

Jeśli chodzi drugi problem naszej autorki – zdystansowanie, strach przed ludźmi i trudności w nawiązywaniu z nimi relacji, to myślę, że wynika z braku obrazu samej siebie, i niskiego mniemania o sobie. I tu właśnie przyda się psycholog. Oni od tego są i nie ma co się wstydzić.

 

 

Złote zasady

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Ot parę przemyśleń z ostatnich dni.

Nie robię kiepskiej roboty za kiepskie pieniądze.

Jakość pracy świadczy o jej wykonawcy - jeśli obniżam jakość świadczy to tylko o mnie, nie zaś o osobie, która mi płaci. Dlatego lepiej nie brać zleceń, które wiadomo z góry, że będą znacznie niedoszacowane i niski budżet wpłynie na jakość rozwiązania.

 

Unikam project managerów, którzy trudne tematy odbijają na niższe szczeble organizacji.

Projekt jest jak dobrze naoliwiona maszyna, jeśli project manager godzi się by konflikt wpływał na atmosferę pracy w zespołach w praktyce sypie piach w tryby maszyny która dla niego pracuje.

 

And the winner is – czyli co Machiavelli powiedziałby o pracy w korporacji.

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

And the winner is – czyli co Machiavelli powiedziałby o pracy w korporacji.

Gdyby ciężka praca dawała największe korzyści niewolnicy mieliby wspaniałe domy i piękne samochody. Pamiętaj o tym, jeśli pracujesz ciężej/dłużej/efektywniej niż inni – sama praca nie wystarczy. Aby „pójść do przodu potrzeba czegoś więcej.

W korporacyjnym stadzie.

Chcesz tego czy nie jesteś zwierzęciem, zupełnie tak jak ja, i pozostałe 6 miliardów ludzi. Z wyjątkiem paru najbliższych Ci osób cała reszta patrzy na ciebie zadając sobie proste pytanie – a co ja będę maił z tego?  Uwaga, zakuje – nie jesteś wyjątkiem – na pewnym pierwotnym poziomie działasz dokładnie tak samo.  Nie próbuje Cie jednak obrazić lub zrazić do ludzi, wprost przeciwnie – zauważenie tego, pozwala oszczędzić sobie wielu złudzeń, co więcej otwiera ogromne możliwości.
Po pierwsze znacznie łatwiej dostrzec wtedy, że w życiu zawodowym ludzie traktują się jak narzędzia, czym większa jest grupa tym większa anonimowość i tym bardziej staje się to widoczne, tylko dlatego w tytule użyłem tu słowa korporacja. Zjawiska, o których pisze są znacznie bardziej uniwersalne.
Jeśli ciągle nie chcesz się z tym zgodzić pozwól, że zadam Ci kolejne pytanie – z iloma znajomymi Twoich przeszłych prac utrzymujesz kontakt czysto towarzyski? Jeszcze nieprzekonany? Spróbujmy, zatem inaczej – Co dzieje się gdy Twój dobry znajomy przechodzi do innego działu lub awansuje/Ty awansujesz – czy wasza relacja zostaje taka sama?
Po drugie - przez te przykłady próbuje również pokazać, że nawet pozytywne emocje takie jak, zaufanie, bliskość, sympatia itd., w środowisku pracy to również narzędzie manipulacji (nawet, jeśli stosowane nieświadomie).
Współpraca w dużych grupach ludzi to gra – gra o prestiż, władze, pieniądze, żeby ją dobrze rozegrać warto po pierwsze mieć tego świadomość, po drugie mieć oczy szeroko otwarte, aby dobrze zrozumieć jej zasady. A zasady jak zwykle są proste, acz nie oczywiste.

Bądź twarzą sukcesu

Tak, sukces ma twarz i co ważniejsze jest to jedna twarz. Nie ważne ile osób pracuje w zespole, po pewnym czasie ludzie będą w stanie zapamiętać bardzo proste powiązanie sukces X – osoba Y.  Tylko tyle. Chcesz się o tym przekonać – spróbuj wymienić imię i nazwisko choćby jednego żołnierzy z armii Napoleona? Było ich setki tysięcy Ty jednak pamiętasz tylko jego? Może nieco bardziej drastyczny przykład z naszego podwórka, obrazujący jednak tą samą zasadę – Czy potrafisz wymienić imię i nazwisko, któregokolwiek z uczestników katastrofy smoleńskiej? Z pewnością jednak wiesz, że zginął tam prezydent RP.
Zasada jest prosta – jedno wydarzenie – jeden człowiek. Jeśli nie zapamiętają właśnie Ciebie przegrałeś, walka toczy się o prestiż i potencjalny awans. Jak zatem dać się zapamiętać? Proponuje Ci starą sprawdzoną metodę - bądź twarzą sukcesu – staraj się przejąć inicjatywę choćby w ostatniej fazie (jeśli wcześniej jej nie miałeś) i co najważniejsze przekaż dobrą nowinę swoim zwierzchnikom, najlepiej wszystkim na raz. Nie ważne jak to zrobisz, zadzwonisz, wyślesz maila, poprowadzisz prezentacje, czy zupełnie przypadkiem wspomnisz na lunchu. To bardzo ważne. Nie wstydź się chwalić – podkreśl swój wkład! ciche myszki w korporacjach długo grzeją te same stołki. Nie przywłaszczaj sobie pracy innych ludzi – wprost przeciwnie zawsze o nich wspominaj, dbaj o to by czuli się dowartościowani, zadbaj jednak o to, aby to Ciebie pamiętano.

Nie licz na wdzięczność

Wdzięczność to wspaniała cecha - ma jednak pewną wadę - nie trwa długo, a ludzka pamięć jest bardzo ulotna.  Jeśli udało Ci się odnieść spektakularny sukces, zrobiłeś dla kogoś dużą przysługę miej świadomość tego, że swoją „nagrodę” musisz wynegocjować/odebrać natychmiast, w innym przypadku każdego dnia to co zrobiłeś dla innych znaczyło będzie coraz mniej. Nie licz na wdzięczność po latach – w relacjach pracy coś takiego nie istnieje.  Często ludzie robią kardynalny błąd, poświęcają się, zostają po godzinach licząc jedynie na to, że kiedyś ich szef okażę im wdzięczność, tymczasem to kiedyś nie nadchodzi nigdy, szef jedynie przyzwyczaja się i zaczyna traktować to jako normę. Jeśli wiesz, że możesz – robisz pracę która jako określona jest jako nadprogramowa, postaraj się wynegocjować swoją „nagrodę” jeszcze przed jej rozpoczęciem.  W przeciwnym wypadku, sztuka polega wyczuciu momentu, kiedy ludzie są „najbardziej wdzięczni”.  Celowo powyżej używałem nagroda, ponieważ w praktyce dla różnych osób oznaczało będzie to co innego. Jeśli cenisz swój czas – umów się z szefem, że za godziny nadliczbowe odbierzesz dodatkowe wolne. Jeśli cenisz pieniądze, przelicz swój sukces na zysk firmy i poproś o jednorazową premię. Jeśli chcesz szybko awansować postaraj się pokazać ze swoim sukcesem jak najszerszemu gronu w charakterze absolutnego eksperta w danej kwestii! Nie mówię, że zawsze Ci się uda, – jeśli jednak nie spróbujesz tracisz ogromną szansę.

Szef twojego szefa

Najszybszą drogą do awansu nie jest wcale utrzymywanie wzorowych relacji ze swoim szefem. Większość struktur organizacyjnych w firmach opiera się o prostą liniową hierarchię. Zespół A-> szef zespołu A -> szefowie szefów zespołów ABC -> szef szefów zespołów ABCDEF -> Prezesi/Rada nadzorcza. Klasyczna metoda wpisania się po szczeblach kariery zakłada ciężką i pełną poświeceń pracę i w imię celów wyznaczonych przez szefa (nie ważne, na którym szczeblu), następnie, gdy szef ten odchodzi w geście wdzięczności/uznania wyznacza Cię swoim następcą.  Cóż, co myślę o wdzięczności pisałem już w poprzednim akapicie. Masz zatem szansę wejść na stanowisko swojego szefa tylko jeśli jesteś naprawdę najlepszy i faktycznie wyczekasz te parę lat na swoją kolej. I tak szczebel po szczeblu, jeśli będziesz miał dużo szczęścia po 10-20 latach ciężkiej pracy zostaniesz kierownikiem, a może nawet dyrektorem.  Taka droga jest możliwa, wielu ludzi to robi. Ale są też tacy, którzy dostają się na szczyt o wiele wcześniej, bynajmniej nie tylko dzięki ciężkiej pracy. Kluczem w tym przypadku jest umiejętne układanie relacji międzyludzkich.
- po pierwsze daj się poznać jak najwyżej w hierarchii organizacji. Twoim „Targetem” nie powinien być Twój szef, ale przynajmniej szef Twojego szefa, lub jeszcze wyżej, jeśli to możliwe. To takie oczywiste, a jednak ludzie boją się swoich przełożonych i wręcz panicznie unikają szefów swoich szefów – tymczasem to od nich najwięcej zależy. Jeśli jesteś dobry, daj się zauważyć, twój szef może tego nie doceniać ale jest szansa że doceni to kto inny – wykorzystaj każdą szansę.
- Po drugie - nawiązuj relację. Ludzie to klucz, zawsze! Gdzieś dawno dawano temu pisałem o tym w tekście "Budowanie relacji międzyludzkich"
Czasem niestety zdarzy się tak, że Twój przełożony świadomie będzie blokował Ci możliwość pokazania się/awansu. Jeśli nie potrafisz sobie z tym poradzić, nie załamuj rąk i nie narzekaj po prostu zmień firmę, szkoda lat Twojego życia!
Ciąg dalszy być może nastąpi...
 

Email okiełznany – czyli jak efektywnie używać poczty elektronicznej

Email Drukuj PDF

Email okiełznany – czyli jak efektywnie używać poczty elektronicznej


Nie przeciągać zbytnio wstępu. Email potrafi być bardzo efektywnym narzędziem pracy, ale również potwornym marnotrawieniem czasu. Jeśli chcesz używać go efektywnie warto pamiętać paru kwestiach:

1.    Email nie nadaje się do prowadzenia długich dyskusji. Jeśli spodziewasz się odpowiedzi wymagającej kolejnych maili lepiej zadzwoń. Jeśli widzisz, że dany temat odbijany jest w mailach od kolejnych osób przynajmniej 2 razy przerwij dyskusję i zadzwoń.  W piśmie ludzie często bywają dość agresywni i czepliwi, zwłaszcza, gdy nie musza patrzeć Ci w oczy. Jeśli spodziewasz się problemów z przekazaniem/ustaleniem informacji, zadzwoń lub zorganizuj spotkanie. Najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić jest wdawanie się w pisanie wielotomowej powieści z firmowych maili.  Po wykonanym telefonie/spotkaniu wyślij krótki rzeczowy email w charakterze potwierdzenia. Gdy stawka rośnie ludzka pamięć staje się zadziwiająco zawodna ;)

2.    Nie sprawdzaj poczty więcej niż 3 razy dziennie. Najgorsze, co możesz zrobić to czytać każdy email, który do Ciebie trafi natychmiast po sygnale sygnału o jego otrzymaniu. Nieważne jakiego programu pocztowego używasz – po prostu go wyłączaj. Jeśli absolutnie nie możesz, bo twoje życie, zdrowie, rodzina i praca zależą od tego ;) wyłącz funkcję automatycznych powiadomień. Skup się na tym co w danym dniu jest najważniejsze, 80-95% maili nie wnosi żadnych istotnych informacji i tylko odciąga Cię od pracy.

3.    Nie czytaj wszystkich maili. Sam wymyśl, w jaki sposób będziesz je sortował. Dla mnie najefektywniejsza okazała się następująca metoda. Wszystkie maile w których mój adres umieszczony był jako „Do wiadomości” nie zaś jako adresat wpadają do osobnego folderu. Z tego folderu czytam jedynie tematy, pełną treść wiadomości otwieram dopiero, gdy dany temat mnie zainteresuje.

4.    Nie daj się zaspamować. Jest na to wiele metod. Osobiście polecam:

a.    Wszystkie serwisy, które wysyłają Ci maila mają obowiązek umożliwić Ci również wypisanie się z subskrypcji. Zrób to. Żadnych reklam w mailu. Jeśli dany serwis nie chce tego zrobić napisz do nich na każdy email dostępny na stronie niezależnie czy to zarząd czy księgowa – wysyłanie niechcianych informacji handlowych drogą mailową obarczone jest karą do 5tys PLN. Firmy reagują natychmiastowo (sprawdziłem działa).b.    Artykułów o klasycznych metodach unikania spamu jest w sieci bardzo wiele. Polecam wujka Google.

5.    Maile czytaj od najnowszych do najstarszych. Nigdy odwrotnie. Bardzo często pozwala to na szybkie przejście do konkluzji bez wdawania się w szczegóły całej dyskusji.

6. Proś o potwierdzenie. W najważniejszych sprawach niestety zdarza sie, że Twój email w tajemniczy spsób nie dochodzi. Jeśli kwestia naprawde jest istotna proś o potwierdzenie. Może być formalne w stylu "Chciałbym uprzejmie prosić o akceptację przedstawionego wyżej rozwiązania w celu rozpoczęcia  dalszych prac" lub zupełnie nie formalne: "Dziekuje, dajcie proszę znać czy takie rozwiązanie wam odpowiada". Tak czy inaczje - potwierdzenia czasem ratuja życie, warto o nich nie zapominać.

7. Nie zostawiaj otwartych kwestii i niedomówień. Każde niedomówienie zostanie w przyszłości wykorzystane przeciw Tobie. Jak we wszystkiem w pisaniu maili sprawdza sie zasada KISS - keep it simple and smart. Najgorsze co możesz zrobić to prosić w mailu by "ktoś" wykonał dla Ciebie dane zadanie. Rozpocznie to potworną dyskujsę w efekcie, której zmarnujesz czas na czytanie maila a swoją pracę zrobisz sam. Pisz konkretnie. Kto, co, dlaczego, na kiedy.

8. Nie pisz długich mail. Pół strony A4 to już bardzo dużo. Jeśli musisz napisać takiego maila zadbaj o wyróżnienie najważniejszych zdań, przez pogrubienie czcionki lub zakreślenie jej kolorem. To nie jest żart. Ta metoda bardzo pomaga.

9. Jeśli kwestia jest naprawdę istotna w temacie wpisz Ważne! lub Pilne! Nie wstydź się tych słów. Ludzie na początku czytają tylko temat.

10. Staraj się by pierwsze zdanie każdego maila było miłe. Jesli możesz podziękuj ludziom za coś, za wspólną pracę lub spotkanie, pochwal to co zrobilil itd... To bardzo dobrze nastraja czytającego i zwiększa zainteresowanie przekazywaną wiadomością.

 

 

 

 

 

 
Strona 1 z 4